Emilia

Historia Emilii

Wszystko zaczęło się gdy miałam 17 lat. Obecnie mam 35. Więc 18 lat temu. Na początku było bardzo ciężko, nie mogłam spać z powodu ruchów, skręcało mi głowę i bark. Do szkoły też miałam problem chodzić, więc często ją opuszczałam. W chwili gdy inni moi koledzy bawili się, chodzili na imprezy. Wiedli zwykłe życie nastolatka, mnie prześladowała dystonia. Jeździłam od szpitala do szpitala. Bezsilna, nie rozumiałam co mi jest, co chwile byłam faszerowana, coraz to nowymi lekami, które w konsekwencji za dużo nie dawały. Moja mama podjęła kroki, żeby zorganizować mi indywidulany tryb nauczania.

Chyba nie zwariowałam tylko dlatego, że zawsze miałam silną osobowość i starałam się walczyć z tym. Spotykałam się ze znajomymi, wychodziłam do ludzi, a oni przychodzili do mnie. Kiedyś ojciec mojej przyjaciółki stwierdził, czemu spotyka to dobrych ludzi, a chodzą takie mendy i nic im nie jest. Nawet moje nauczycieli dziwiły się, że jestem taką radosną osobą.

Mimo cierpienia starałam się żyć normalnie.

W pewnym momencie, zaczęło mi się polepszać, nie wiem czy nie spowodowała tego akupunktura, może trafione leki, a może porostu ta radość która siedziała we mnie. Obroniłam się, zdałam maturę i nawet byłam na studniówce, gdzie super się bawiłam. Zdawałam na studia pedagogikę ale nie dostałam się, chciałam spróbować za rok. W międzyczasie znowu mi się pogorszyło, trafiłam do szpitala, gdzie podali mi jednorazowo botox, nie dużą dawkę, bo tylko pól fiolki. Brałam cały czas leki neurotop.

Zaczęło mi się polepszać, nawet zaczęłam robić to co inni moi znajomi. Chodzić na imprezy i korzystać z życia. Chociaż nawet taka pokręcona chodziłam, bo podczas tańca to ustępowało, wtedy nie zdawałam sobie sprawy, że to jest moje lekarstwo, które mnie bardzo rozluźnia.

Rodzice zaproponowali mi studia wieczorowe na politechnice, bo chyba ich trochę przerażało, że mogę wyjechać do Torunia i na pewno by ich to więcej wyniosło. Zaczęłam więc studia na politechnice, czego się bardzo bałam, bo byłam raczej kiepska z przedmiotów ścisłych. Po  jednym semestrze, sama siebie zaskoczyłam, bo okazało się, że nawet nie jestem taka najgorsza z przedmiotów ścisłych.

Przez całe studia inżynierskie, miałam spokój, nawet miałam w międzyczasie sześciomiesięczny kurs. Rano kurs, wieczorem studia. Potem sześciomiesięczny staż. Byłam też w paru nie udanych związkach, gdzie większość mężczyzn, zrywała ze mną jak dowiedzieli się, że mam neurologiczne schorzenie. Więc stwierdziłam, że raczej będę miała przyjaciół w mężczyznach niż z jakimś się zwiąże i będę sama do końca życia. Ostatni rok na studiach, zostawiłam na intensywną naukę i obronę. Jednak z obroną nie udało mi się, bo znowu zaczęło mi się pogarszać.

W tym ciężkim dla mnie czasie pojawił się mój obecny mąż,

gdzie na początku myślałam, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Zaczęłam zastanawiać się, że chyba tak nie jest, jak na pewnym naszym spacerze, na pożegnanie mnie pocałował. Znowu też trafiłam do szpitala, gdzie zaczęli podawać mi botoks, ale nie było jakiejś super poprawy. Mama postarała się, żebym poszła na komisję, dostałam rentę na rok i stopień umiarkowany też na rok. Gdzie po roku, nie będąc w dobrym stanie, ta sama komisja stwierdziła, że jestem gotowa do pracy. Mogłam się odwoływać. Stwierdziłam jednak, że mam ich głęboko gdzieś, niech wypchają się z tą swoją rentą, wracam do tego, czego nie skończyłam, czyli obroniłam się.

Poszłam do pracy, w niezbyt dobrym stanie. Było ciężko siedzieć 8 godzin, jak cię wykręcało, a czasami nawet więcej bo 12 godzin w pracy, ale jakoś dałam radę. W międzyczasie zaczęłam uczyć się norweskiego chodzić na studia magisterskie zaocznie. Dużo obowiązków, ale czułam się coraz lepie, nadmiar obowiązków, był dla mnie motorem, bo lepiej się czułam. Co prawda z norweskiego zrezygnowałam, bo zaczęłam łapać co chwile przeziębienia. Zostały tylko studia i praca. Zaliczyłam jeden semestr, zaczęłam drugi.

Nagle w drugim semestrze studiów niespodzianka,

coś pojawiło się w moim brzuszku, akurat miałam mieć kolejną dawkę botoksu. Nie wzięłam jej, bo stwierdziłam, że nie wiem jak zadziała na moje maleństwo, sam lekarz tego nie wiedział. Nie brałam wtedy ani botoksu, a nie leków, był to dla mnie koszmar. Do 6 miesiąca ciąży jeszcze pracowałam i ciągnęłam studia. Nie zdołałam jedynie się obronić. Myślę, jednak, że sama ciąża jest dość męcząca dla organizmu. Zaczęłam rodzić siłami natury, co było bardzo ciężkie, ale skończyło się cesarką, bo moje kochane maleństwo miało problem z oddychaniem. Po urodzeniu go, też nie brałam botoksu, bo bałam się, że przenika to do mleka matki. Nie wiem co się stało potem, czy uleczyła mnie miłość do tego maleństwa, czy coś innego, ale od tego czasu zaczęło mi się poprawiać, nie biorę żadnych leków i botoksu, tylko te, które mam na tarczyce.

Są dni, że mam skurcze i boli mnie kręgosłup, ale walczę. Moja siostra kiedyś mi powiedziała, że mnie podziwia, że ona by nie dała rady. Może nie koniecznie, dopóki coś nie złamie naszego życia, nie zaczynamy walczyć o lepsze jutro.

Znalazłam też hobby,

które sprawia, że czuje się wspaniale czyli pole dance, oprócz tego zaczęłam naukę pływania, chodzę na taniec jedno i drugie bardzo rozluźnia.

Całe życie przede mną na pewno coś jeszcze sobie wymyślę, żeby nie było nudno. Staram się co rano rozciągać, jeść w miarę zdrowo i cieszyć się z małych rzeczy. Nie poddam się, robię to, nie tylko dla siebie, mam dla kogo żyć. Nawet jak czasem boli, to i tak przestaje o tym myśleć i zapominam, bo on jest całym moim życiem dla niego żyje. Optymizm i otwartość w stosunku do ludzi pomaga, może ta chorobą mnie bardziej tego nauczyła i pokory. Chociaż bywają dni, że jestem wredna dla swojej drugiej połówki, to go także bardzo kocham. Może jestem czasami niemiła, bo on mnie nie rozumie i nie wie co czuje. Nie uważam, też że jestem kimś wyjątkowym, każdy ma przede wszystkim siebie, jeśli nie zacznie o siebie walczyć, popadnie w obłęd. Trzeba zacząć najpierw zacząć kochać siebie, dopiero potem damy szczęście innym :):):)

P.S. Dużo buziaków i uścisków. Głowa do góry, to co powstaje w twojej głowie jest bardzo ważne, więc myśl pozytywnie i żyj bieżącą chwilą. To co było pozostaw za sobą, a to co będzie jest mało ważne. Najważniejsze jest to co dzieje się tu i teraz. A jak jest to coś złego, to walcz z tym. Nie pozwalaj też innym oceniać Ciebie i twojego życia, bo nikt nie ma do tego prawa.

Dodaj komentarz